23 people found this review helpful
2 people found this review funny
Recommended
0.0 hrs last two weeks / 49.8 hrs on record (46.0 hrs at review time)
Posted: Feb 20, 2020 @ 4:52am
Updated: Feb 20, 2020 @ 4:55am

Szczerze mówiąc bardzo długo zwlekałem z zagraniem w Dying Lighta, w końcu premiera odbyła się w 2015 roku. Jednak teraz mogę stwierdzić, że warto było w końcu zagrać w tą dosyć głośną, polską produkcję.

Trudne początki
Sam początek rozgrywki mnie lekko odrzucał i grało mi się dosyć ciężko. Słabe bronie, masa przeciwników, kilka umiejętności na krzyż, takie przygotowanie na pewno nie ułatwia sprawy początkującemu graczowi. Kilka razy miałem wrażenie, że zaraz to rzucę i zacznę grać w coś łatwiejszego. To uczucie potęgowała jedynie moja niechęć do gier o zombie (po prostu mnie nie kręcą). Jednak w miarę zdobywania kolejnych poziomów, umiejętności i niszczycielskich broni gra stawała się coraz przyjemniejsza i coraz bardziej mnie wciągała. Pytanie, dlaczego warto się nią zainteresować (jeżeli jeszcze tego nie zrobiłeś). Postaram się to szybko wyjaśnić.

Jak się bić?
System walki, początkowo wydaje się banalny. Znajdujemy na ulicy rurę, którą tłuczemy kolejnych przeciwników torując sobie drogę do celu. Jednak w miarę rozwoju fabuły, dostajemy schematy do coraz to lepszych broni i ulepszeń. Możemy dodawać do nich różne efekty: podpalenie, porażenie, zatrucie oraz kilka innych. Do każdej broni możemy zamontować kilka ulepszeń, te dwie rzeczy pomogą nam w masakrowaniu wrogów. Do dyspozycji mamy oczywiście masę narzędzi walki przedmioty do rzucania typu granaty, mołotowy, petardy i kilka innych gadżetów. Poza nimi możemy postrzelać z karabinów, strzelb oraz pistoletów, najwięcej oczywiście jest broni ręcznych. Warto jednak pamiętać, że najczęściej będziemy korzystać z wszystkiego co trzymamy w ręce, amunicja jest mocno ograniczona, dlatego warto rozsądnie korzystać z broni dystansowych.

Przeżycie celem głównym
Pod względem fabularnym jest naprawdę dobrze. Praktycznie każda misja ma swoją otoczkę fabularną, dzięki czemu z większym zaangażowaniem biegamy po mieście pomagając potrzebującym. W wątku głównym jesteśmy wrzuceni do miasta opanowanego wirusem w celu zdobycia pewnych danych. Po jakimś czasie naszym celem staje się oczywiście ocalenie wszystkich ludzi w Harranie przed śmiercią. Jednak tutaj głównym wrogiem nie jest wcale wirus... Spotkamy po drodze wielu ludzi, część z nich można naprawdę polubić, przyczyną tego jest chyba świetnie dobrany dubbing, który całkowicie oddaje nastroje każdej z postaci. To sprawia, że rozmowy nie są monotonne, a można zobaczyć emocje towarzyszące każdej konwersacji.

Jedynym aspektem, który mnie mocno denerwował był przymus biegania do odległych od siebie miejsc w trakcie wykonywania misji. "Biegnij 700 metrów tam, później wróć i biegnij jeszcze w inne miejsce... Takie bezsensowne bieganie z czasem staje się nużące.

Czym się zająć nie ratując świata?
Poza wątkiem głównym możemy zabrać się za ponad 40 zadań pobocznych, które przybliżą nam codzienne życie ludzi w krainie opanowanej wirusem. Niektóre misje to według mnie prawdziwe perełki, trzeba mieć niezły pomysł, żeby do takiej gry wrzucić misje, nadające się na niezłą komedię. Są one idealnie wplecione w fabułę i dodają jedynie świetnego humoru w przytłaczającym świecie. Zadań jest naprawdę dużo, zaczynając od zdobywania potrzebnych przedmiotów, kończąc na eskortowaniu jakiegoś wariata, bo chce sobie iść na ryby i musi zebrać sprzęt.

Jak to wszystko wygląda i brzmi?
Zacznijmy od tego, że Dying Light nie będzie próbował spalić Ci komputera. Gra jest całkiem dobrze zoptymalizowana i stabilna, Mając komputer ze średniej półki możemy bez problemu liczyć na co najmniej 60 klatek bez żadnych spadków na wysokich ustawieniach. Szczerze mówiąc nie sądziłem, że gra o zombie może wyglądać tak ładnie. Pomimo całkiem sporej mapy ani razu nie odniosłem wrażenia, że lokacje się powtarzają. Muszę też przyznać, że modele samych zombie są zrobione świetnie co sprawia, że po ciężkim dniu, fajnie się ich okłada nogą od stołu… Warto też zwrócić uwagę na udźwiękowienie, niejednokrotnie wsłuchiwanie się w otoczenie ocaliło mi tyłek. Przeważnie dźwięk może uchronić nas od niespodziewanego ataku od pleców, lub ujawnić obecność potężniejszych zombie w pobliżu.

Z kim walczymy?
Oczywiście najczęściej bijemy się z żywymi trupami, jednak wśród nich trafimy na kilka rodzajów: zwykłe zombie, których bijemy wszystkim co mamy w ręce, gryzonie (jak nas złapią musimy się jak najszybciej uwolnić), purchawy czyli chodzące bomby, ropuch strzelający do nas z odległości, gazownik, który na plecach ma wybuchową butlę. Znajdziemy też kilka innych potężnych wrogów jednak rzadko się na nich trafia. Trzeba również wspomnieć o przemieńcach, czyli maszynach do zabijania, są bardzo zwinni, agresywni i łatwo nas znajdują, pojawiają się wyłącznie w nocy. Poza samymi zarażonymi trafimy oczywiście na zdrowych ludzi, którymi dowodzi Rais, główny antagonista w grze.
Każdy przeciwnik ma swoje słabe punkty, dlatego warto się skupić jak w prosty sposób unieszkodliwić każdy rodzaj zarażonych, walka będzie wtedy o wiele przyjemniejsza.

Podsumowując
Ogólnie mówiąc w Dying Light może zagrać każdy, nawet osoby, które nie przepadają za grami o zombie (jak ja). Pomimo wcześniejszych uprzedzeń

W wielkim skrócie
+ Przyjemna rozgrywka
+ Nie spali komputera
+ Ładna oprawa
+ Masa broni
+ Wiele różnych przeciwników
+ Dobry system walki

- Bieganie do odległych punktów
- Na początku ciężko się walczy
Was this review helpful? Yes No Funny Award
< >
1 Comments
WolfDreamer Feb 22, 2020 @ 1:17pm 
DL drewno ??? jeez